Scio ubi sentit animo trepido

niedziela, lipca 14

50.

Cześć!
Jak ten czas szybko leci-niemożliwe mordki!?
Wiecie co? Dzisiaj przełamię stopień i napiszę Wam tekst, który...zamierzam wykorzystać w mojej książce-którą kiedyś-mam nadzieję-napiszę:)

~Kiedy usłyszałam jego głos oderwałam się od ziemi. Odleciałam od nieba. Nie ma mnie-zniknęłam. Rzeczywistość nieoszlifowanym diamentem. Jestem już po innej stronie-ta strona to raj. Usłyszałam jego szept i wszystko to co usiłowałam skrywać w sobie od tylu lat-powróciło. Nawróciło się z tego ogromnie wykrętego zakrętu-wypadło z jakichkolwiek granic, opuściło je. Wszystkie moje starania poległy. Serce otwarło się na nowo-a mózg?-uległ myślom. Poczułam wszystkie emocje-te głęboko schowane-jak i te, które nie były mi obce.
"To takie cudowne uczucie"-powiedziałam-"dlaczego nie poczułam go wcześniej?"-spytałam samej siebie. A on? Nie zauważył mnie. Nie widział ani, że tam jestem-że stoję, że trwam. Że obok niego stoi ta dziewczyna, która niegdyś była dla niego całym światem. Dla której poświęcał każdą wolną chwilę. Tracił każdy pieniądz i każdą minutę swojego życia. Chował w niej to wszystko na co sobie nie był w stanie pozwolić. Czego nie był w stanie sobie samemu dawać. Kiedyś twierdził, że przetrwają wszystko. Kiedyś oddałby dla niej całe swoje życie, a teraz? A teraz właśnie przeszedł na drugą stronę.
Czuje jak to wszystko znów odchodzi. Czuje jak znów siada obok okna i karmi się gorzkimi jakże parzącymi łzami. Ciężkie powieki, opuchnięta twarz-ona czuje jak to wszystko pstryknęło. Czuje się jak tamtejszego dnia. Dnia w którym zdecydowała się na definitywny koniec.
To takie niepojęte, że ludzie są zdolni do poczucia takich emocji. I nawet gdyby chciała zapomnieć-zawsze będzie pamiętać. Swoich pierwszych razy nigdy się nie zapomina..

Jest ranek-Xies właśnie się obudziła. Otwiera oczy. Jej uśmiech jest bardziej wyrazisty niż kolor czerni. Jej radosne oczy są bardziej rozpromienione niż radosne dziecko oglądające swoją ulubioną bajkę. Jej ciało jest bardziej gotowe niż małżonkowi gotowi na noc poślubną-"Co to było?"zapytała-"Nie wiem"-pogłaskał ją po głowie, pocałował i powiedział-"Śpij, tak słodko wyglądasz kiedy śpisz""-zaśmiała się, ostatni raz popatrzała mu w te jego niebieskie oczy-"Kocham Cię, wiesz?"-"A ja uwielbiam"-Xies położyła głowę na jego nogach, włączyła ich ulubioną piosenkę i oświadczyła, że to koniec. Spojrzała na niego ten ostatni raz-wstała i odeszła, bez słowa.
Już nigdy nie wróci. Nic nigdy nie wróci. Ani emocje, ani wspomnienia, ani On. Ten On-Ten dla którego obietnica podobno jest jak połączenie krwii z dwóch bratnich żył. Już nigdy ich serca nie połączą się w jedność. Już nigdy nie dotkną swoich ciał. Już nigdy nie powiedzą sobie jak bardzo są dla siebie ważni. Już nigdy nie powiedzą, że ich miłość jest tą wieczną i niezniszczalną.

Miesiąc później Xies wraca z zakupów ze swoją mamą. Poukładała wszystko to co zburzyli. Po tym miesiącu w szpitalu psychiatrycznym stworzyła siebie-inną siebie, lepszą. Długo nad sobą pracowała, nad tym wszystkim aby wszystko funkcjonowało a nie nawalało za każdym razem-przy każdym jej oddechu. Wszystko zostało ułożone w porządku, nic nie wskazuje aby to wszystko powróciło. Przechodzą razem na drugą stronę i nie dowierza swoim oczom. Myśli, ze jej wzrok zawodzi kolejny raz-bo podobno ma go zły, nieodpowiedni-nie taki jaki powinien być. Myśli, że może też to wszystko widzi przez te tabletki, którymi była faszerowana podczas swojego pobytu w szpitalu-ale nie. Pociera jedną powiekę-następnie drugą, I widzi dokładnie. Dostrzega go-razem z Nią. Z Nią? Tak-z tą, którą podobno nienawidził. Zawsze mówił, że nigdy do niej nie wróci. Obiecywał jej przekonaniami, które brzmiały jako gdyby były prawdą. Były do niej podobne. No właśnie-podobne. (...)

no więc mam nadzieję, że nie uznacie tego za jakieś "ot takie sobie opowiadanko"-każdy tekst, który piszę-to wszystko siedzi we mnie i mnie napędza-daje mi wenę
a tak poza tym-końcówki zafarbowane, poprzymierzane z O<3 haha aaaa i 18.07 coraz bliżej hihi
a jutro? być może pierwsza przejażdżka "cackiem" mojej mamiczitki-3majcie kciuki! no i rzecz jasna poodwiedzam Wasze blogi, bo teraz zwijam ogarnąć kilka rzeczy-<


KLIK
"(...)że nie musimy udowadniać sobie kto był winny,
czuję to całym ciałem-chcę być silny,
więc chwyć mnie za dłoń!"

17 komentarzy:

  1. Bardzo fajne to opowiadanie! A jak kiedyś wydasz książkę, to na pewno ja kupię :D

    OdpowiedzUsuń
  2. kurcze ależ z Ciebie mądra dziewczyna :) odziwiam Cię, masz talent :) Z chęcią kiedyś przeczytam Twoją ksiązkę :D ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo-z Ciebie także i Ty także;> hihi

      Usuń
  3. Super się czyta. <3 Pisz dalej ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* jak wena zawita! Ty również pisz dalej-wiesz jak jest:D

      Usuń
  4. pisz, pisz! :) rozwijaj się i rób,to co kochasz.Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jejku, dziękuję bardzo-to również dotyczy Twojej osoby:)

      Usuń
  5. Świetnie piszesz <3 rób to częściej bo naprawdę dobrze Ci to wychodzi, kto wie moze kiedyś wydasz książkę :)
    Za chwilę napiszę na e-mail <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, jaaasne-takie nam marzenia:D ale dziękuję bardzo!
      odczytałam i odpisałam:-)

      Usuń
  6. Przyjemny blog, już go lubię! Miło się czyta ;)
    Fajny blog^^

    Obserwujemy? Ja już! ;)
    http://codzia-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń